Potrafi Pan narysować oko. Ma ich Pan całe strony. Zebrane na jednej głowie, Pana rysy nie są już niczyje, a nigdy nie umiał Pan powiedzieć dlaczego.
Plansza z książki. Wszystko, co widzi Pan na tej stronie, pochodzi z niej.
Od: Camille Renard
Nauczycielka rysunku i założycielka metody The Pencil Method.
Miejsce: Lyon, Francja.
Ma Pan szkicowniki pełne oczu. Pełne nosów także, i pełne ust. Przerabiał Pan poradniki, wychodziły Panu, i jest Pan zadowolony: te strony są dobre, i Pan o tym wie.
A potem składa Pan te cztery rzeczy razem na jednej głowie.
I nagle to już nikt. To nie jest błędne tak, jak błędne bywa u początkującego: jest czysto, jest dopracowane, każdy kawałek się broni. Tyle że ta twarz nie jest twarzą osoby, którą miał Pan przed sobą. Widzi to Pan od razu, nie umie tego nazwać, i dlatego nie ma Pan czego poprawiać.
Więc szuka Pan pomocy i zawsze trafia na te same trzy rady:
Wynik: zaczyna Pan cały portret od nowa, myli się w tym samym miejscu i w końcu wierzy, że podobieństwo to dar, który się ma albo którego się nie ma.
Jeśli rozpoznaje się Pan w tym opisie, proszę zapamiętać to zdanie, bo ono zmienia wszystko:
Opowiem, jak powstała ta książka, bo z dużym prawdopodobieństwem rozpozna się Pan w tej historii.
Spędziłam lata na robieniu części. Miałam szkicownik pełen oczu, z którego byłam dumna, i chętnie go pokazywałam. Czego nie pokazywałam, to moich portretów.
Pewnego wieczoru narysowałam ojca. Dwie godziny. Mierzyłam, budowałam, trzy razy robiłam oczy od nowa. Wynikiem był mężczyzna koło sześćdziesiątki, poprawnie narysowany, i to nie był on. Mama popatrzyła, powiedziała „ładne”, i nic więcej.
Pokazałam to przyjaciółce, która rysuje od zawsze. Położyła obok zdjęcie, wyciągnęła rękę z ołówkiem, zmierzyła cztery odległości i powiedziała:
„Twoje oko jest doskonałe. Siedzi tylko dwa milimetry za wysoko.”
Dwa milimetry. Na twarzy dwudziestocentymetrowej. Nie uwierzyłam, więc zmierzyłam. Miała rację, i nie był to nawet jedyny błąd: odległość od nosa do ust była za długa, o jedną dziesiątą jednostki, i to wystarczyło, żeby postarzyć tę twarz o dziesięć lat.
Starłam te dwa rysy, nie zmieniając ich kształtu, i odłożyłam je na właściwe miejsce. Dwadzieścia minut. Mama znów otworzyła drzwi, spojrzała na kartkę i wypowiedziała jego imię.
Nie było nic do narysowania lepiej. Było coś do przesunięcia.
Ta rada krąży wszędzie i jest niepełna, z bardzo prostego powodu. Klasyczna siatka nie pozwala Panu umieścić oczu na czole, a to już dużo: jest znakomitą poręczą. Ale opisuje średnią, a podobieństwo nie mieszka w przestrzeganiu średniej, mieszka w odchyleniu od średniej.
To, co Pana oko rozpoznaje u kogoś, to dokładnie to, czym ta twarz wychodzi poza normę. Wyższe czoło. Bliżej osadzone oczy. Szersze usta. Im wierniej stosuje Pan siatkę, tym bardziej wymazuje Pan tę informację. Dlatego Pana portrety są poprawne, nie trafiając w osobę, i dlatego nikt nigdy nie umiał Panu powiedzieć, co jest nie tak: przecież nic nie było fałszywe.
Jest też drugi powód, bardziej podstępny. Kiedy twarz nie przypomina, przyczyna prawie nigdy nie jest tą, o której się myśli. Są cztery, z daleka są do siebie podobne i wcale nie naprawia się ich tak samo:
Możliwość nr 1 nie była możliwością: nazywała się „jeszcze raz to samo”, a to samo nie prowadziło donikąd. Zrobiłam więc odwrotnie niż wszyscy. Zamiast próbować lepiej rysować rysy, wyszłam od ruchu mojej przyjaciółki, tego, który trwa trzy minuty i nie wymaga talentu: od mierzenia.
Spędziłam dwa lata na stosowaniu go do wszystkiego: do moich rysunków, do rysunków moich uczennic i uczniów, do nieudanych portretów, które przysyłano mi w postaci zdjęć. Zawsze ten sam wynik. Spośród pięciu odległości, które się liczą, jedna jedyna była wyraźnie fałszywa, i zawsze to ona dźwigała całą klęskę.
To serce książki, i wolę podać je Panu od razu, niż pozwolić kupować w ciemno. Nic nie kosztuje, nie wymaga materiałów, i może je Pan zastosować już teraz, do portretu, który ma Pan pod ręką.
Najpierw jedna jedyna jednostka: szerokość oka modela, wzięta raz, ołówkiem na wyciągniętej, zablokowanej ręce. W centymetrach nie jest nic warta: służy do porównywania, i to uniezależnia rysunek od jego wielkości.
Potem pięć odległości, zawsze tych samych, zawsze w tej kolejności:
Zapisuje Pan pięć liczb modela. Zapisuje Pan pięć liczb swojego rysunku. Podobieństwo mieszka w tej z pięciu, która najbardziej odbiega od średniej, a Pana wada mieszka w tej z pięciu, w której Pana rysunek najbardziej odbiega od modela.
I wreszcie cztery przejścia. Bo wiedzieć, gdzie należy się rys, nie wystarczy, jeśli położy go Pan w złym momencie. Przechodzi się przez całą twarz cztery razy i nigdy nie kończy się jednego rysu, podczas gdy jego sąsiad jest pusty: szkielet, skrzynki, wspólna szarość, akcenty.
To wszystko. To nie wrażenie, to przebieg, i daje się go policzyć. Cała książka z niego wynika i daje Panu formułę do zapamiętania, która wraca w każdej części i w każdym projekcie: jedna jednostka, pięć odległości, cztery przejścia.
To ta część, która najbardziej zaskakuje moje uczennice i moich uczniów. Ktoś zauważa, że jego portret jest przekrzywiony, patrzy na niego godzinę, nic nie znajduje i wyciąga wniosek, że nie ma do tego oka. Ma oko znakomite: wykrywa asymetrię daleko poniżej progu, od którego potrafi ją umiejscowić.
Książka daje siedem takich kontroli. Cofnąć się i zmrużyć oczy. Obrócić kartkę. Trzy poziome, dwie przekątne. Popatrzeć na kształt pustki między rysami, którego Pana mózg nie umie poprawić za Pana i który właśnie dlatego pozwala Panu zobaczyć taki, jaki jest. Żadna nie wymaga talentu, żadna nie zajmuje więcej niż dziesięć sekund, a wszystkie robi się przed pierwszą szarością, kiedy poprawka kosztuje jeszcze trzydzieści sekund zamiast całego rysunku.
Tak, trochę, i to jest tu założone. Ta książka zakłada, że potrafi Pan poprowadzić owal, położyć szarość i osobno narysować oko, nos i usta. Jeśli ma Pan całe strony oczu, z których jest zadowolony, jest Pan dokładnie tą Czytelniczką i tym Czytelnikiem, dla których została napisana.
Czego natomiast nigdy nie zrobi: nie nauczy Pana od nowa rysować oka. To Pan już potrafi. W tej książce rys twarzy przez całe trzy części jest pustą skrzynką, i właśnie to czyni ją skuteczną.
Czego Pan potrzebuje: gładkiej kartki, pięciu zwykłych ołówków, dwóch gumek i nożyka. Każda lekcja wychodzi od konkretnego błędu, tłumaczy Panu, dlaczego nie działa, a potem od razu sadza Pana do pracy, z kryterium sukcesu, które sprawdzi Pan sam w dwie minuty.
Właściwe miejsce: dlaczego Pana portret nikogo nie przypomina i jak umieścić każdy rys na właściwym miejscu.
To nie jest ładny album z obrazkami i to nie jest teoria. To książka do pracy: na końcu każdej lekcji Pan pracuje i dysponuje sprawdzalnym kryterium sukcesu, nigdy „jeśli się Panu podoba”. Także dlatego nie ma w tej książce ani jednej planszy do podziwiania: każdy obraz służy pokazaniu błędu, etapu albo porównania.
A przede wszystkim każdy etap każdego ćwiczenia nazywa ołówek, nacisk i ruch. Nigdy „wycieniuj twarz”, tylko „ołówkiem 2B, nacisk 2, cała strona cienia od czoła do brody, w jednym jedynym przejściu”. To zarzut, który najczęściej czytam pod adresem książek o rysunku: widzi się wynik, nie wie się, jak do niego dojść. Tutaj wie to Pan w każdym wierszu.
Jest w 100% ilustrowana: 80 plansz na 35 lekcji. Porównania dobrze i źle, pełne ciągi etapów, plansze pomiarowe, szablony do wydruku.
7 części, 35 lekcji, 80 plansz. Książka zaczyna się od portretu, o którym wie Pan, że jest nieudany, i kończy się jego naprawą.
Serce książki. Odczytać twarz w pięciu liczbach i wiedzieć, która z pięciu jest właśnie tą osobą.
Dwie kreski, i głowa już się obróciła. To ta część, która porządkuje twarze „wyglądające jak maska”.
Umieszczać, nie rysując. Jest brzydko, nikomu się tego nie pokazuje, i to jedyny stan, w którym twarz daje się jeszcze naprawić.
Dokładna odpowiedź na „udaje mi się robić części osobno, ale nie udaje mi się ich złożyć”.
Znaleźć błąd, którego już Pan nie widzi, bo Pana oko spędziło nad nim godzinę i przestało go oceniać.
Trzy pełne twarze krok po kroku, a potem naprawa portretu, od którego książka się zaczęła.
To nie obietnica: dwa z trzech pełnych projektów z Części 6, zbudowane w książce krok po kroku, od pierwszego znacznika do ostatniego akcentu.
Dwie pozy, dwie przeciwne trudności, i za każdym razem ta sama droga. To właśnie zamienia metodę w rutynę, stosowalną potem do każdej głowy.
A Pana portret?
Prawdopodobnie leży jeszcze w szufladzie, i wie Pan doskonale, że nie przypomina.
Cała książka, w PDF, do czytania na ekranie albo do wydrukowania, ze swoimi szablonami zrobionymi po to, by leżeć płasko obok Pana kartki, kiedy Pan rysuje. Oto dokładnie to, co Pan otrzymuje:
Cena normalna: 169 zł → dzisiaj, na wprowadzenie:
To cena wprowadzająca, mój sposób podziękowania pierwszym Czytelniczkom i Czytelnikom tej książki. Wkrótce wróci do 169 zł. Jeśli zamówi Pan dzisiaj, zatrzymuje Pan te 59 zł.
Szczerze wierzę, że ta książka może zmienić Pana sposób patrzenia na twarz, jeszcze zanim jej Pan dotknie. Dlatego zdejmuję z Pana całe ryzyko i biorę je w całości na siebie.
Proszę wziąć tę książkę dzisiaj, przeczytać ją, a przede wszystkim zrobić ćwiczenia. Jeśli po 30 dniach nie zobaczy Pan prawdziwej różnicy między swoimi portretami sprzed i portretami po, wystarczy napisać do nas na contact@thepencilmethod.com. Zwracamy całą kwotę zakupu, bez pytań i bez uzasadnienia. A pobraną książkę Pan zatrzymuje.
Inaczej mówiąc: albo ta książka posunie Pana do przodu, albo nic Pana nie kosztuje. Jedyne prawdziwe ryzyko polega na tym, żeby dalej zapełniać szkicowniki oczami i chować swoje portrety.
P.S. Oto podsumowanie: jeśli zamówi Pan dzisiaj, otrzymuje Pan w 100% ilustrowaną książkę „Właściwe miejsce” za 59 zł zamiast 169 zł. 7 części, 35 lekcji, 80 plansz, 6 szablonów do wydruku, 3 pełne projekty i memento trzydziestu pięciu kryteriów. Zasada mieści się w jednym zdaniu: twarz, która nikogo nie przypomina, to nie twarz źle narysowana, to twarz o dobrych rysach i fałszywych odległościach. A jeśli w ciągu 30 dni ta książka Panu nie pomoże, otrzyma Pan pełny zwrot, bez żadnych pytań.
P.P.S. Proszę pamiętać: 59 zł to cena wprowadzająca. Kiedy wróci do 169 zł, nie będzie odwrotu. I proszę wziąć pod uwagę: portret, nad którym będzie Pan pracował, już Pan ma. Jest nieudany, wie Pan doskonale, że nie chodzi o kreskę, i nigdy nie umiał Pan powiedzieć, o co chodzi. Brakuje tylko pięciu liczb, żeby to nazwać, i trzech ruchów, żeby to naprawić.